Wpisy
23 lutego - "Dzień bez łapówki". Jeden z moich kolegów mawiał: "ale jaja". Jeden dzień bez łapówki, przez 365 (w tym roku) chłopaki i dziewczyny biorą bez skrupułów :) Proponuję Dzień bez kradzieży, Dzień bez gwałtów, Dzień bez pedofilii, Dzień bez donosów, Dzień bez świństw i inne takie...
A może by tak choć jeden Dzień normalności ? Taki, w którym można coś normalnie załatwić w urzędzie, dzień w którym politycy zajmują się konkretami i przestają gadać bzdury, kiedy z powodu rekolekcji nie ogłasza się trzech dni wolnych od nauki, ... Byłoby fajnie. Prawda ?
Jeden dzień normalności. Bez kasowania programu budowy polskiej korwety Gawron, na którą wydano do tej pory 400 mln (czterysta milionów !) złotych, po czym okazało się, że polskiej Marynarce Wojennej taki duży okręt nie jest potrzebny. Bez budowania parkingów, których nie ma kto utrzymać: zbudowano, będzie pusty ... Ludzie... może tak Dzień Myślenia ? Choć jeden w roku ...
Gazeta Wyborcza zamieszcza taki oto tekst plus wideo: http://radom.gazeta.pl/radom/1,48201,11184881,Radomianin_rysowal_spot_Wroclawia_na_Euro_2012__WIDEO_.html
W skrócie: radomski rysownik stworzył animowany spot promujący Euro 2012 we Wrocławiu. Na pytanie redakcji, czy nie chciałby promować swoją kreską rodzinnego miasta, odpowiada, że chętnie, jeśli będą takie propozycje.
Tyle, że propozycji nie ma. Są za to propozycje dla agencji zewnętrznych, typu Demo itp, które tworzą wątpliwą Markę Radomia (radomianie wiedzą, dlaczego wątpliwą), następnie za parę setek (w tysiącach te setki) realizują równie wątpliwy spot promocyjny, z którego także niewiele wynika.
Ciekawe, dlaczego nie chcemy Radomia w promocji Radomia. Nie chcemy zarówno ludzi z Radomia, pomysłów z Radomia, firm z Radomia oraz nazwisk z Radomia.
Klinicznym przykładem jest Festiwal Muzyki Dawnej im. Mikołaja z Radomia. Przypomnę tylko, że Mikołaj z Radomia jest twórcą polifonii, uczą się o nim młodzi muzycy we wszystkich szkołach na świecie. Osoba realizująca Festiwal żebrze (dosłownie) co roku o jakieś groszowe dotacje. Czasem jest to 12, czasem 14, czasem 30 tysięcy. Równolegle do Radomia przyjeżdża za 150 tysięcy Mariusz Pudzianowski. O ile się nie mylę - był dwa razy, gdyż przeprowadzenie w Radomiu finału "Strong Man" bardzo nobilituje nasze miasto ...choć "Pudzian" żadnych związków z Radomiem nie ma.
A Mikołaj z Radomia był. I nikt nie jest w stanie "podebrać" nam tego nazwiska. Ciekawe, co by się działo, gdyby Mikołaj był z Krakowa ... ale nie szukajmy daleko - mógłby być np. z Kielc. Mielibyśmy wówczas od dawna festiwal na Kadzielni o randze europejskiej, z udziałem zespołów z Niemiec, Kanady i USA, gdzie ta muzyka przeżywa renesans. Z relacjami w TVP, TVN, Polsacie i gdzie tylko dusza zapragnie. Plus relacje w TV Polonia oraz w stacjach zachodnich.
Kogo jeszcze nikt nam nie "podbierze" ? A np. Leszka Kołakowskiego. Jest w Radomiu Festiwal Filozofii jego imienia. Czy ktoś o tej imprezie słyszał w Polsce ? Nie, bo śmiem twierdzić, że grosza na jej promocję nie ma. Powtórzę pytanie: co by było, gdyby Kołakowski był z Warszawy i w tym mieście taki festiwal odbywałby się ?
Niechaj dalej nasi rysownicy pracują dla Wrocławia, niech nazwiska największych tego miasta precyzyjnie lądują w zapomnieniu. A później będziemy się dziwili, czemu kojarzą nas tylko z miejscem, w którym jest najwięcej smutnych i niezadowolonych, protestując przeciwko "tendencyjnym" artykułom w ogólnopolskiej prasie.
Może wreszcie damy owym "tendencyjnym" tytułom coś, o czym mogłyby pisać ? O tym, że wystąpił u nas Pudzian nie napiszą na pewno.
... bo aż mnie telepie, jak na to patrzę i nie chcę komuś nawrzucać.
Jeden z moich wykładowców mawiał: "jak burdel nie funkcjonuje to co się robi - dziwki zmienia, czy łóżka przestawia?". W polskim parlamencie od 1989 roku trwa przestawianie leżanek. Personel ciągle ten sam... Nawet Palikot nie pomógł, bo chociaż 10% zdobył i kilka mandatów odebrał - z tą ekipą wiele nie zwojuje.
A szkoda. Wieczne deja vu trwa.
Czytając ogłoszenia z rubryki "poszukujemy pracownika" znajdujemy w nich zazwyczaj szereg wymagań. A to wykształcenie kierunkowe, a to znajomość języków obcych, a to doświadczenie na podobnym stanowisku ... Pracodawca szuka kogoś, kto zna się na swojej robocie i zwyczajnie przyda mu się w firmie. Oczywista oczywistość.
Nie zawsze. Są tacy pracodawcy, dla których doświadczenie kandydata jest całkowicie nieistotne. Trudno uwierzyć ?
Wczoraj w "Faktach po faktach" były premier, Leszek Miller stwierdził: "Minister Mucha robi błąd. Powinna brać przykład z Arłukowicza, który wypowiadał się publicznie kiedy musiał, a później zaszył się w gabinecie i po prostu się uczył".
Minister Mucha twierdzi, że właśnie się uczy. I jak mówi - wie już więcej niż jej poprzednicy na tym stanowisku. Po czym przez cztery godziny sejmowego "przesłuchania" udowadnia, że o 90% problemów z Euro 2012 nie ma bladego pojęcia.
Szefowie kilku ważnych komisji sejmowych, przepytani przez dziennikarkę TVN z podstawowych kwestii w ich "branżach" nie udzielili poprawnej odpowiedzi na ŻADNE pytanie. Przepytywano "fachowców" z Ruchu Palikota. Szef komisji edukacji nie wiedział nawet, do jakiego wieku dziecko jest objęte obowiązkiem szkolnym. Szefowie komisji gospodarki nie znali wysokości stawek podatku CIT, VAT-u na materiały budowlane ... Uczą się jednak pilnie.
Minister sprawiedliwości jest filozofem. Z kolei człowiek, który zęby zjadł na ekonomii i sprawach społecznych, w związku z czym byłby świetny np. przy rozwiązywaniu problemów emerytalnych - zajmuje się cyfryzacją.
Swoim dzieciom tłumaczę: żeby do czegoś dojść, żeby znaleźć pracę musisz się uczyć. Musisz być fachowcem. Teraz mam inną opcję. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć: nie musisz się uczyć. Zawsze przecież możesz zostać ministrem czy też posłem. Albo prezydentem. Ogólnie - politykiem. W tym fachu wiedza i doświadczenie nie są potrzebne. A na dodatek za twoją naukę zapłacą inni. Ze swoich podatków. Za...sta robota.
Muszę spróbować pewnego patentu w kontaktach z urzędami. Szczególnie ze skarbowym. Mianowicie złożę PIT-a, z którego będzie wynikało, że nic nie zarobiłem, a mimo to fiskus ma mi zwrócić stertę kasy. Podpiszę go, a później stwierdzę (kiedy wezwą mnie na kontrolę), że się z tego podpisu wycofuję.
Nie wolno mi ? Jak to nie ? Przecież ostatnio słyszałem, że "z każdego podpisu można się wycofać". Jeden z posłów tak powiedział, komentując sprawę podpisania przez Polskę ACTA.
Skoro premier może, to mogę i ja, bo zgodnie Konstytucją jesteśmy równi. Z tą różnicą, że premier wycofując się z podpisu liczy na miano bohatera, a ja będę oszustem. Za co mnie wsadzą, a premiera pochwalą.
Nasz kochany rząd wycofuje się raczkiem ze wszystkiego, co niepopularne. Z kretyńskiej ustawy refundacyjnej, z ACTA, z rozdawania premii prezesom ... Ze wszystkiego, co wyszło na światło dzienne, co się nie sprawdziło (bo sprawdzić się nie mogło).
A przecież chyba łatwo przewidzieć, że coś, co jest z założenia głupie na papierze, nie może działać w praktyce. Załóżmy, że powiem żonie, iż mój plan zakłada wyjście dziś wieczorem w miasto i przechlanie całej pensji. No przecież nie powiem, bo z góry wiem, że i tak nie wyjdę i nie przechleję. Raz - dostanę po łbie od żony, dwa - jestem odpowiedzialny (chyba:)) i dzieciakom na obiad coś zostawić trzeba.
Zaraz ... pan premier stwierdził, że żonę ma wyrozumiałą i za cały walentynkowy dzień z chłopami (dyskutował z PSL-em) "o-pe-eru" nie dostanie. Może właśnie dlatego życie nie nauczyło go odpowiedzialności ?
Tylko dlaczego mam żyć w państwie, w którym nie wiadomo, czy rząd za dwa dni nie zmieni zdania ? Dlaczego mam żyć w państwie, które podejmuje w miarę rozsądne decyzje tylko wtedy, kiedy ludzie podniosą wrzask i wyjdą na ulicę ? Bo premier ma wyrozumiałą żonę ?
Mój kolega ma chorą żonę. Nowotwór. I ból ... nie do wytrzymania. Cały dzień biegał dziś od lekarza do lekarza, od szpitala do przychodni. Szukał miejsca, gdzie będzie mógł dostać tzw. "różową" receptę na jedyny przeciwbólowy lek, który działa. Lek, który nie ma zamiennika. Lek, który żona bierze od dwóch lat - tyle, że teraz przepisy się zmieniły.
Wreszcie "załatwił". Nie miał wyjścia - jego żona nie jest tak wyrozumiała, jak żona premiera. Poza tym boli ją nieznośnie. Nie tylko fizycznie. Bardziej boli to, co widzi w telewizji, co słyszy w radiu. Najbardziej boli głupota i kłamstwo.
PS (na prośbę kolegi): jego zdaniem są dwa wyjścia - albo wyjechać, albo zmienić "decyzyjnych". Zaznacza, że kocha Polskę i wyjeżdżać nie zamierza.
Nie ukrywam, że mam już dosyć bidolenia na temat "gigantycznej" premii dla szefa Centralnego Ośrodka Sportu. W oczy kłuje jej wysokość - ponad pół "bańki". Tego Polak strawić nie potrafi. No bo jak to ? Facet dostanie tyle, ile ja nie zarobię nawet w dwa lata ? Od razu zabrać mu ! A jak się nie da, to niech na charytatywne cele przeznaczy. Najlepiej na FOMK. Co to takiego ? Wyjaśniam: FOMK, czyli Fundusz Odbudowy Mojej Kieszeni. Bo jak ja bym dostał taką kasę, to by było jak najbardziej OK.
Tyle, drogi Polaku, że takiej kasy nie dostaniesz, bo zwyczajnie się na tym nie znasz. I nie mówię o kwalifikacjach. Nie znasz się na tym, jak się robi w tym kraju pieniądze. Jest jasne, że menedżer powinien wycisnąć jak największe wynagrodzenie w swoim kontrakcie. O to pretensji mieć nie można. Do tego, żeby kontrakt wszedł w życie, potrzebny jest jeszcze podpis drugiej strony, czyli tego, kto chce za pracę/usługę zapłacić. I tu jest pies pogrzebany.
Kontrakt z szefem COS podpisał minister. Drugi minister nieco go skorygował. W ten sposób, że trzeci minister nie może odmówić wypłaty, bo nie od wyników premia zależy.
Podobnie inni ministrowie lub nawet sam szef URM zatwierdzają gigantyczne pensje prezesów spółek Skarbu Państwa. Spółek, spółeczek - np. kolejowych. Orlenów i innych takich.
Czy prezes ma obowiązek "podzielić się" z kimś, kto pozwolił na wypłatę tak dużych pieniędzy z kasy Państwa ? Na to odpowiedzcie sobie sami. Jest to tak prosty sposób na "wyprowadzenie" kasy z budżetu, że grzechem byłoby nie skorzystać. I to całkiem legalnie, bo "prawa trzeba przestrzegać".
Taki np. prezes Lato może pić za darmo jeszcze przez rok. Razem z Kręciną. To on przecież podpisał kontrakt, dzięki któremu zwolniony w listopadzie vice będzie pobierał do końca tego roku po 34 tysiące miesięcznie. Za nic ... Przepraszam. Za to, że wiedział, z kim podpisać kontrakt. I komu podziękować.